Jak kreować rzeczywistość? Mój przykład na działanie prawa przyciągania z życia wzięty.



PROSTE techniki kreacji rzeczywistości są LEPSZE, bo są proste. W tym wpisie przykład z mojego życia.

Kreacja rzeczywistości

To był jeden z fajniejszych testów kreacji rzeczywistości, jaki zrobiłem, bo jeden z pierwszych tak „poważnych” 😀

Był rok 1997. Pozostał miesiąc do egzaminu końcowego w studium, gdy dostaliśmy listę 33 pytań egzaminacyjnych. Stwierdziłem, że wybiorę sobie jedno pytanie i zastosuję odpowiednie techniki, aby to wybrane pytanie wylosować na egzaminie. (Nie dość, że test dla techniki, to jeszcze do jednego pytania uczyć się za dużo nie trzeba było 😉

Dziś nazywało by się to, prawdopodobnie, zastosowaniem prawa przyciągania”, sekretu, itp., a wtedy było to po prostu pozytywne myślenie. Nie było wtedy wiedzy w Internecie. Jeśli ktoś miał internet, to wdzwanialny (ppp) – wiedzę czerpało się z książek, albo warsztatów, własnych eksperymentów…

Egzamin końcowy, to poważna sprawa, duże podsumowanie, ogrom wiedzy do przypomnienia, powód do stresu… no chyba, że odpowiadasz tylko na jedno pytanie, to w miesiąc jesteś w stanie nauczyć się wszystkiego 😀

Pytanie, które wybrałem na egzamin, to „Bajka i metafora w pracy terapeutycznej”. Jedno z 33 zagadnień do wylosowania… do wylosowania oczywiście w przyszłości, w dniu egzaminu. Po wejściu do sali egzaminacyjnej podchodziło się do biurka komisji egzaminacyjnej, losowało pasek z pytaniem, siadało w jednej z ławek, żeby przygotować odpowiedź, a potem siadało przed komisją i odpowiadało.

Proste? Proste! Miałem cały miesiąc na stworzenie rzeczywistości, w której wchodzę na egzamin, losuję pasek z zagadnieniem „bajki i metafory” i odpowiadam na 5 😀

TECHNIKA KREACJI

Czym dysponowałem? W tamtym czasie wydawało mi się, że rozumiem Hunę (z książek Longa i Glovera), znam podstawy NLP (też z książek, bo kurs u Andrzeja Batko nie było mnie stać), DU (metoda Silvy, to z praktycznych zajęć), idee POPu (to było dobre, 2 lata warsztatów)…

Stworzyłem więc mentalny obraz swojego celu, jak wchodzę na salę egzaminacyjną, losuję swoje zagadnienie i czytam „Bajka i metafora…”, jak odpowiadam i słyszę „bardzo dobrze”…

Opracowałem uczucia: jak pewnie się czuję wchodząc na egzamin, jaki spokojny jestem, gdy robię notatki do odpowiedzi, jak dobrze się czuję, gdy swobodnie i pewnie odpowiadam, jak jest mi przyjemnie, gdy widzę przyjazne spojrzenia komisji egzaminacyjnej, itp.

Ten mentalny obraz był później podstawą codziennej wizualizacji i kilkukrotnej modlitwy Huny.

Ostatnie tygodnie do egzaminu wyglądały więc podobnie:

  • wizualizacja celu w ciągu dnia (+ szybka w czasie zasypiania i pierwsza myśl po przebudzeniu)
  • energetyzowanie wizji celu
  • kilkukrotna modlitwa Huny
  • opracowanie, przeglądanie odpowiedzi na egzamin (nauka po prostu)

EFEKTY TEJ TECHNIKI KREACJI

Było zdecydowanie, cel był zamierzony, zagadnienie wyuczone, pewność w dążeniu do celu była… a mimo to, dzień przed egzaminem pojawiły się wątpliwości typu „a co jeśli wylosuję inne pytanie?!”, stres, niepewność… Co wtedy warto zrobić?

Nie, nie wracałem z automatu do swojej wizji zaprzeczając niepewności i stresowi. Wręcz przeciwnie – pochyliłem się nad obawami, pogadałem z podświadomością i dogadaliśmy się, że szybko i wnikliwie przejrzymy inne pytania i wrócimy do naszej wybranej „bajki i metafory”.

Następnego dnia był egzamin, kilkanaście osób weszło już przede mną, ale wiesz, jakie pytanie wylosowałem? Tak. Bajka i metafora w pracy terapeutycznej 🙂

UWAGI do techniki

Jeśli czytasz jeszcze ten wpis, to mam nadzieję, że wynosisz z niego coś wartościowego dla siebie. Będzie mi miło, jeśli skomentujesz wpis, podzielisz się swoim doświadczeniem, albo refleksją.

Z mojej strony dodam jeszcze, że technika, to tylko technika. Jeśli technika, którą stosujesz sprawia, że osiągasz swój cel, to jest ona bardzo dobra dla Ciebie. Dla kogoś innego może zadziałać inaczej, bo druga osoba to inna osoba. To, jakie osiągamy efekty zależy od tego, jakie mamy doświadczenie, przekonania, wiarę… Technika jest ta sama, ale różni ludzie mogą osiągać różne efekty.

Testowałem „kilka” najlepszych, polecanych technik – dla kogoś działały super, a dla mnie słabo, albo ich „nie czułem”… i odwrotnie, dlatego moja technika jest najlepsza dla mnie, bo dla mnie działa.

Druga rzecz, technika, która dziś jest dla mnie najlepsza, jutro już taka może nie być, bo pojawi się inna, prostsza, skuteczniejsza technika kreacji, którą mocniej poczuję…

Trzecia rzecz, kiedy wystarczająco długo stosujesz jakąś technikę kreacji, to staje się ona czymś w rodzaju nawyku, naturalnej atmosfery, i wtedy z rzemieślnika stosującego technikę stajesz się artystą poruszającym się w jej atmosferze…

Wniosek: możemy dzielić się technikami, ale to nie techniki działają i musimy sami sprawdzać, co dla nas jest najlepsze.

Post Scriptum

Powyższy test, to było zakończenie pewnego okresu wcześniejszego zdobywania wiedzy i doświadczenia, a ten wcześniejszy okres trwał prawie 3 lata.

Moja rada: zaczynaj od mniej ważnych rzeczy.

To, czego nie napisałem wyżej, to… w momencie podjęcia decyzji o kreowaniu rzeczywistości pogodziłem się z porażką. Czuję, że byłoby mi o wiele trudniej, gdyby ocena bardzo dobra była dla mnie ważna. A moje podejście było proste: „nastawiam się na konkretny wynik losowania, a jeśli będzie inny, to też nic się nie stanie, najwyżej wynik egzaminu będzie słabszy”. Taka ścieżka w wojownika…




PREKOGNICJA.pl
Rejestracja Nowego Użytkownika
Resetuj Hasło
Shopping cart