Spotkania poza ciałem… Sen? OBE? Niefizyczne podróże?

O inkubacji snu, o niefizycznych spotkaniach, o doświadczaniu muzyki… Poniżej wpis z 2003r., z mojej najstarszej strony (już nie istniejącej – Onet zlikwidował republikę peel :/). Pojawia się teraz i tutaj, bo… w tym roku miał kontynuację jeden ze snów sprzed piętnastu lat…
(wpis osobisty bardzo). Edit: na końcu wpisu jest nagranie, którego dotyczy wpis.

Doświadczając muzyki – “Feniks i ognisty kamień”

Postanowiłem opisać moje doświadczenia z tym utworem. Być może zainspirują one jeszcze kogoś do częstszego niż okazyjne słuchania go. Dla wyjaśnienia, utwór „Phoenix and the Fire-Stone” znajduje się na płycie „Genesis of the Grail” Adriana Wagnera. Jest wyjątkowy z dwóch powodów. Pierwszy – zaznaczono przy nim, że został stworzony w oparciu o zasadę złotej oktawy (złotego podziału w muzyce). Drugi – jest to pierwsza część rytuału lewitacji kamienia. O samym rytuale możemy przeczytać w opisie:

“Duże kamienne bloki były przenoszone na jakieś 400 metrów dzięki używaniu anty grawitacyjnych częstotliwości dźwięku. Tybetański rytuał wymagał 19 muzyków z bębnami i trąbkami, podczas gdy 200 mnichów dostarczało promieniowania wychodzącego z tyłu. Długość czasu lewitacji kamienia pojawia się na 4 minuty.”

Phoenix and the Fire-StoneNa sam utwór czekałem cierpliwie kilka tygodni. W ciągu tego okresu wyrosły we mnie pewne oczekiwania. Nawet trudno mi powiedzieć jakie konkretnie. Spodziewałem się czegoś pięknego i harmonijnego (skojarzenie ze złotą oktawą), i w bliżej nieokreślony sposób niesamowitego (skojarzenie z rytuałem lewitacji!). Jakież było więc moje zdziwienie, gdy go usłyszałem… rytm wybijany przez bębny, specyficzne „mruczenie” w tle, trąbki… – żenada. Pomyślałem, że to jeszcze jeden przereklamowany produkt – tak właśnie dzieje się, gdy spodziewamy się czegoś, czasem nawet nie wiadomo czego, a pojawia się coś, co nie spełnia naszych oczekiwań. Płyta powędrowała na półkę.

Przespałem się ze swoim rozczarowaniem.

Następnego dnia spojrzałem na swoją wiedzę o A. Wagnerze, na symbolikę jaka pojawia się u niego, na specyficzne klimaty jego płyt… również przyjrzałem się swojej postawie… W efekcie doszedłem do wniosku, że coś w tym utworze musi być – tylko co? Czy jak zacznę go słuchać wszystko w pokoju zacznie lewitować? (trochę ironicznie, albo sceptycznie myślałem).

Kilka wieczornych godzin zajmowałem się więc „lewitacją”. Piszę „zajmowałem”, ponieważ starałem się doszukać w tym utworze czegoś niezwykłego, co wyróżniałoby go spośród innych mu podobnych. Rozbierałem go więc na części, spowalniałem, przyśpieszałem, odwracałem, podgłaszałem… w rezultacie powstała m.in. nowa dłuższa wersja, która bardziej mi odpowiada, ale sam utwór nadal nie był jakiś niezwykły.

Z technicznego punktu widzenia składa się z 3 części. 1 – wstęp – kilkanaście sekund „mruczenia” podobnego do tego, jakie wydają tybetańscy mnisi w swoich klasztorach. 2 – około 1,5 minuty rytmu bębnów i trąb specyficznie zmieniających kanały (słuchając przez słuchawki) z “mruczeniem” w tle. 3 – to samo co w części 2 tylko z szybszym rytmem.

To oczywiście ogólny opis. Całość wydaje się jednocześnie wprowadzać w stan alfa i teta, a gdyby utwór był dłuższy i bez wyraźnych przerw między 2 i 3 częścią mógłby służyć do wchodzenia w trans.

Podsumowując

Odpowiedź na pytanie „co jest niezwykłego w tym utworze? Jak działa? Do czego służy? Jak go używać?” zna może kompozytor. W każdym bądź razie wykraczało to poza moją wiedzę. Cóż więc mogłem zrobić… – poszukać więcej wiadomości nt. rytuałów, Wagnera, skończyć szkołę muzyczną…

Postanowiłem znaleźć odpowiedź we śnie.

Genesis of the Grail

Przed snem poprosiłem opiekunów o pomoc w znalezieniu odpowiedzi na pytanie: „o co tak naprawdę chodzi w tej muzyce?” I oto, co mi się przyśniło.

Opis Snu 1

Sen jest wysoce świadomy – jestem w jakimś scenariuszu i wewnątrz niego wszystko mogę sprawdzać. Jestem jednocześnie bohaterem, ale i obserwatorem. To, co się dzieje, jednocześnie mogło się wydarzyć i wydarzyło się jakby w alternatywnej rzeczywistości (moje wewnętrzne przekonanie). Sen opisuje rozwój mojej relacji z pewną kobietą, ale ten wątek jest jakby tłem do zdarzenia, które miało w nim miejsce.

Jesteśmy na statku. Zasiadamy do wspólnej kolacji. Siedzimy naprzeciwko siebie. Stolik, nakrycia, świece… zaczynamy jeść, rozmawiamy. W pewnym momencie widzę jak A rozszerzają się oczy i z przerażeniem odsuwa się od stolika. Krzyczy:

— Ty nie jesteś człowiekiem! Jesteś klonem!!

W tym momencie moje przerażenie jest chyba jeszcze większe.

Strach! – nie jestem człowiekiem! i pytanie: jak to? jeśli nie jestem człowiekiem, to kim jestem? co to znaczy, że nie jestem? w tym momencie pojawia się wizja jak z Matrixa:

Widzę siebie, swoje ciało, jakby z zewnątrz. I widzę co w nim jest najbardziej przerażającego!

Jeśli pamiętasz Matrixa i scenę z Neo, gdy nie może mówić, bo usta mu zarosły, jego przerażenie… to ja miałem takie oczy! Tzn. w zasadzie tylko gładkie ciało w miejscach, gdzie powinny być oczy.

Pierwsze wrażenie: SZOK! Ale już w chwile później włącza się analizator i mówi: “zaraz zaraz, przecież ty doskonale widziałeś!” W tym momencie następuje powrót do mojego ciała tam – doskonale widzę i jednocześnie cofam się po „linii” mojego widzenia do źródła, do tego kto/co widzi. Idę po tej linii widzenia i jednocześnie zapadam się jakby w głąb głowy… im głębiej, tym moja świadomość coraz bardziej się “rozmywa”, aż tracę świadomość…

Niesamowity sen…

Gdyby przyśnił mi się tak po prostu, bez żadnych intencji, to powiedziałbym, że mówi o moim poczuciu tożsamości, przywiązaniu do “schematu – systemu” w jakim postrzegam siebie, niedostrzeganiu “rzeczywistego” świata. Ale jak go rozumieć w odniesieniu do pytania jakie zadałem? Zamiast konkretnej odpowiedzi dostałem zastrzyk zamieszania i jeszcze coś – przeczucie, że jednak coś jest w tym utworze.

Dwa dni później, po kolejnej “sesji” z rytuałem lewitacji kamienia, miałem kolejny świadomy sen – jeszcze bardziej świadomy niż poprzedni. Ciekawe jest to, że o ile w poprzednich świadomych snach z reguły wiedziałem, że istoty, ludzie których spotykam są wytworem mojego umysłu, o tyle w tym śnie (i w poprzednim) jestem przekonany o czymś przeciwnym. Ludzie są realni – jakby to nie był sen, ale OBE.

Opis Snu 2

Jestem u p. Taranów w ich domu. Dom jest gdzieś w “ciepłych krajach”, drewniany, duży, wygodny, z ładnym ogrodem – tutaj wszyscy tak żyją. To jest jakby punkt kontaktowy, miejsce spotkań. Pani Ania wita tych, co przybywają, zaprasza do salonu…

W pewnym momencie przychodzi kolejna osoba, mężczyzna. Podchodzi do mnie – spotykamy się jakby tylko my, choć w pokoju są wszyscy – i pyta:

— Poznajesz mnie?

W pierwszej chwili nie poznaję, ale z tonu jego głosu wnioskuję, że on zna mnie i że ja też powinienem znać jego. Przyglądam mu się więc uważnie próbując rozpoznać i wtedy widzę jak zmienia się jego twarz. Zmienia się jego twarz, jego ciało, jakby próbując dopasować do moich wspomnień. I wtedy wiem już kim jest!!

— Sylwek! – krzyknąłem i z radością strzeliliśmy “misiaczka”.

Nie jestem wylewny w uczuciach, ale wtedy poczułem tyle radości… Byłem naprawdę szczęśliwy, bo bardzo długo się nie widzieliśmy. Sylwek zmarł kilka lat temu. Powiedziałem mu, że jestem zdziwiony i zaskoczony spotkaniem z nim – bardziej spodziewałem się spotkać babcię (babcia zmarła dwa lata temu)…

Sylwek zaczął mi coś mówić, tłumaczyć, ale w tym momencie zacząłem tracić świadomość i wszystko zaczęło odpływać… i odpłynęło.

To doświadczenie było jeszcze mocniejsze niż “sen matrixowy”.

Gdybym miał na podstawie tych snów wnioskować o utworze, który jest w tytule, to powiedziałbym, że są to wrota do innych stanów świadomości, do innych światów…

Paweł Robert Stań
Łódź, styczeń 2003r.

Sen 3 – styczeń 2018

To, co nie znalazło się w tamtym wpisie sprzed lat, to to, co tłumaczył mi Sylwek… Choć nie do końca jestem przekonany, czy to rzeczywiście był Sylwek, czy to nie inna istota, która przybrała taką postać, żeby łatwiej nam było się porozumieć.

Sylwek tłumaczył mi wtedy, dlaczego nie mogę spotkać się z babcią.

dlaczego…

Sytuacja z babcią była taka, że gdy umierała, nawet nie wiedziałem, że umiera… byłem wtedy za granicą. Nikt nie zadzwonił, nie powiedział, co się dzieje. Dopiero, gdy po tygodniu czy dwóch przekraczałem granicę, poczułem się strasznie słabo, zimne poty, jakby zatrucie… Zadzwoniłem wtedy zapytać, czy coś się stało, czy wszystko w porządku… wtedy się dowiedziałem.

Bardzo brakowało mi babci, chciałem się z nią spotkać. Robiłem różne medytacje i inne takie w tym kierunku…
Jeśli nie wiesz, jak to jest kiedy nie możesz się pożegnać z bliską osobą przed jej odejściem, to… lepiej się nie dowiadywać. Lepiej żyć tak, żeby powiedzieć wszystkim, których kochasz to, co chcesz powiedzieć… Żeby nie okazało się, że jutro nie będzie już okazji.

Sylwek tłumaczył mi wtedy, dlaczego nie mogę spotkać się z babcią. Pokazał mi, co się wtedy z nią działo. Widziałem ją, jak stoi jakby w letargu, skupiona na sobie, na czymś, co dzieje się w niej, jakby oderwana od otaczającego świata, w brunatno brązowych kolorach. Tłumaczył, że teraz nie można jej przeszkadzać, że to taki proces, który dzieje się w niej i że musi go spokojnie dokończyć.

Co się stało, że w tym roku, po 15 latach od tamtego doświadczenia wracam do tego tematu?
Właśnie miałem pierwszy sen z babcią od tamtego czasu.

Była w swoim domu. Na podwórku karmiła kury.
Uśmiechnięta w piękny słoneczny dzień, jakby chciała mi powiedzieć, że u niej wszystko w porządku.

Taki zwykły sen… z niezwykłą dla mnie informacją.

„Phoenix and the Fire-Stone”

O „Phoenix and the Fire-Stone” z książki “WHERE WERE YOU BEFORE THE TREE OF LIFE? The True History of the Darkness and of the Light. VOLUME FOUR: THE OAK FALLS” Peter R. Farley (s.75):

“Zamknięte w tym są częstotliwości, które są tak niskie, że nie są słyszalne dla świadomości, ale które rezonują bezpośrednio z częstotliwością szyszynki. To, jak wielu z was wie, gruczoł odpowiedzialny za wyższe stany świadomości i percepcji.”

“Having made an intensive study of the inticacies of this ancient procedure, Adrian Wagner recreated a musical enactment in The Phoenix and the Fire-stone track of the Genesis of the Grail Kings album – strategically breaking the sequence with a Golden Mean partition and concluding immediately before the four-minute deadline. Locked within this are frequencies that are so low as to be inaudible to conscious awareness, but which resonate directly with the frequency of the pineal gland. This, as many of you will know, is the gland responsible for heightened states of awareness and perception. There is sill one higher interpretation of the Holy Grail and its divergent symbolism, but we shall save this for the last chapter of revelations, for that is what it truly is-a great revelation.”

Muzykę Adriana Wagnera możesz kupić na jego stronie:

www.adrianwagner.com

Phoenix and the Fire-Stone

już ObserwujeszRemoved from wishlist 2
- 23%
PSYCHOMANTEUM – Spotkanie ze Zmarłymi (medytacja prowadzona)
days
0
0
hours
0
0
minutes
0
0
seconds
0
0

PSYCHOMANTEUM – Spotkanie ze Zmarłymi (medytacja prowadzona)

38.70 29.99
już ObserwujeszRemoved from wishlist 0
Uzdrawiające Sny (inkubacja uzdrawiającego snu)

Uzdrawiające Sny (inkubacja uzdrawiającego snu)

już ObserwujeszRemoved from wishlist 1
Doskonalenie Umysłu – REFUGIUM (DU, metoda Silvy)

Doskonalenie Umysłu – REFUGIUM (DU, metoda Silvy)

Please enable JavaScript to view the comments powered by Disqus.
Rejestracja Nowego Użytkownika
Resetuj Hasło