Eksperyment społeczny: Jak w 3 SEKUNDY zmienić komuś dzień!

Możesz w 3 SEKUNDY zmienić czyjś dzień! Zrób ten eksperyment, a dzięki niemu poczujesz się prawdopodobnie zupełnie inaczej niż zwykle w tych samych warunkach. Pamiętaj, aby w czasie tego doświadczenia mieć świadomość swojego ciała i uczuć. Bardzo jestem ciekaw Twoich reakcji 🙂

Trzy sekundy – szybko prawda? Ale nie potrzebujesz więcej czasu, aby w osobie, do której mówisz, “coś się obudziło”. Tylko 3 sekundy, które Ciebie praktycznie nic nie kosztują. Eksperyment jest bardzo prosty – opis poniżej.

Jak zmienić komuś dzień?

Ten eksperyment przeprowadziłem chyba ze dwa lata temu. Zainspirował mnie do niego internauta, który na facebooku dowodził, że sklepy osiedlowe są super, a markety to złe. Głównym argumentem było to, że w sklepie osiedlowym kontakt ze sprzedawcą jest super, można pogadać i o 6 rano zrobić zakupy.

Postanowiłem to sprawdzić. Jak to jest:

  • czy markety są złe, bo nie ma dobrego kontaktu ze sprzedawcą?
  • a może markety są złe, bo to ja nie mam dobrego kontaktu ze sprzedawcą?
  • a sklepy osiedlowe są dobre, bo mam dobry kontakt ze sprzedawcą?

Odniosłem to do swojego doświadczenia – mam dobry kontakt z ludźmi, ze sklepami różnie 😉

A jak jest w Twoim przypadku? Wolisz sklepy osiedlowe, czy markety? Jaki jest Twój kontakt ze sprzedawcą w sklepie osiedlowym, a jaki w markecie?

Uświadomiłem sobie wtedy, że w zasadzie nie zwracam uwagi na kontakt ze sprzedawcą. Mało mnie interesuje kontakt ze sprzedawcą, bo po prostu robię zakupy. Wykładam zakupy na taśmę, dzień dobry, pakuję, płacę, do widzenia, i koniec mojej relacji ze sprzedawcą.

Kiedy zacząłem na to zwracać uwagę, na początku przyglądałem się temu, co się dzieje w markecie przy kasie. Prawie wszyscy klienci i prawie wszyscy sprzedawcy zachowują się podobnie. Klienci zwracają uwagę na pakowanie i czasami na cenę, sprzedawcy zwracają uwagę na to, żeby szybko zeskanować cenę produktu i podać dalej.

Całość wygląda tak, że wszyscy wyglądają jak w transie – klient, żeby spakować i zapłacić, sprzedawca – zeskanować i przyjąć płatność. Niektórzy sprzedawcy (sprzedawczynie) czasami sprawiały wrażenie jakby robotów. Chyba specjalnie tak się zachowywały, że szybkie “dzień dobry – produkty raz raz raz – trzydzieści trzy pięćdziesiąt – karta czy gotówka? – do widzenia – dzień dobry”…

Dobry kontakt ze sprzedawcą

Oczywiście były też wyjątki.

Pamiętam Patryka, dwudziestoparoletniego sprzedawcę, który, gdy robiłem zakupy, przy kasie zawsze zagajał rozmowę. Nie pamiętam, jak to się zaczęło, ale miał czas i na produkty i na słowo do klienta.

Był też taki okres w markecie, że nagle coś się zmieniło. Co się stało? Sprzedawcy zaczęli patrzeć klientom w oczy! Wcześniej też patrzyli, ale teraz widać było, że robią to zdecydowanie dłużej. Było to zauważalnie nienaturalne (duży kontrast do tego, co było), ale dawało też sygnał, że nie jesteś “punktem w statystyce”.

Jeśli robisz zakupy sprawdź, jak często sprzedawcy utrzymują kontakt wzrokowy z Tobą i jak długo to robią.

Kontakt wzrokowy – podstawa dobrego kontaktu?

Kiedy dojrzałem i zebrałem swoje obserwacje doszedłem do dwóch wniosków. Podstawą dobrego kontaktu jest

  • kontakt wzrokowy – na to nie masz wpływu i jak sprzedawca nie spojrzy na Ciebie i nic nie zrobisz, to nie będzie kontaktu
  • mówienie po imieniu – zmniejszenie dystansu i zwraca uwagę sprzedawcy

I na tym oparłem swoje doświadczenie. Postanowiłem sprawdzić, jak zmieni się relacja ze sprzedawcą, gdy zacznę utrzymywać z nim kontakt wzrokowy i mówić po imieniu.

Dobry kontakt ze sprzedawcą
Przebieg eksperymentu

Na początku było… nie napiszę, żeby Ci nie sugerować. Zechcesz – sprawdzisz jak jest.

Z marketów, Lidl był najbliżej i najczęściej zakupy robiłem w Lidlu, więc systematycznie mówiłem przy kasie: Dzień dobry Pani Agato! Dzień dobry Panie Patryku, Dzień dobry Pani Doroto, Panie Marcinie, Panie Adamie, Panie Kamilu, Pani Patrycjo, Pani Ewo, Pani… Panie…

Pierwsze reakcje sprzedawcy były różne. Od oderwania się sprzedawcy od przesuwanych produktów, spojrzenia na mnie i uśmiechu, poprzez zdziwienie “A skąd Pan zna moje imię?! A… plakietka…”, do braku reakcji (pozornej, jak się później okazało).

Co się zadziało w dłuższym okresie czasu? Kiedy przychodziła moja kolej przy kasie, pojawiał się uśmiech na twarzy sprzedawcy i zaczęły pojawiać się “zagajenia”, krótkie rozmowy, a któregoś razu usłyszałem pytanie: “czy pan zna imiona wszystkich w naszym sklepie?”

Wnioski i refleksje
Eksperyment trwa

Z początkowego doświadczenia sprawdzającego poziom relacji klienta ze sprzedawcą wykształciło się coś więcej – rodzaj zachowania, które weszło w moją krew. Oczywiście nie zawsze mówię “Dzień dobry Pani…”. To zależy i od mojego nastroju i poziomu energii, i chęci, i pamięci, i innych rzeczy, które zaprzątają uwagę. Ale prawie zawsze, gdy mówię “Dzień dobry Pani, Panie (i tutaj imię)” podnosi się poziom energii, mój i jej-jego. Często pojawia się uśmiech, a człowiek po drugiej stronie kasy zwraca uwagę na człowieka po drugiej stronie kasy. Wychodzimy ze swojego transu – ja ze swojego, on-ona ze swojego.

Nie jesteśmy maszynami.

Możemy świadomie reagować na świat wokół nas. Możemy zwracać uwagę na innych ludzi. To jak zachowujemy się w tych małych rzeczach świadczy o nas, o naszej świadomości.

Twój Eksperyment

Jeśli chcesz sprawdzić na sobie, jak to działa, to bardzo proste:

  • Robiąc zakupy, powiedz przy kasie “Dzień dobry Pani (imię sprzedawcy)”, Dzień dobry Panie (imię sprzedawcy). Imię najczęściej znajdziesz na plakietce, identyfikatorze przypiętym do ubrania sprzedawcy, sprzedawczyni.
  • Przynajmniej za pierwszym razem utrzymuj kontakt wzrokowy ze sprzedawcą. Zobacz reakcje z drugiej strony. Poczuj, co czujesz.

Stres sprzedawcy, Stres klienta

Kiedyś przy kasie stwierdziłem, że “wygląda Pani na zestresowaną”. Dowiedziałem się wtedy, że są normy w obsłudze klienta i trzeba to robić dość szybko. Jednocześnie wyraziłem swoje poczucie, że sam czuję się zestresowany, gdy odczuwam stres wokół siebie… ale jak normy, to normy. Uświadomiłem sobie wtedy, że jak sprzedawca szybko skanuje produkty, to ja staram się szybko pakować. Potem szybko zapłacić, po zeskanowaniu ostatniego produktu. I spakować ostatnie produkty.

Najpierw stresowała mnie szybkość skanowania sprzedawcy, a potem stresowało mnie poczucie presji ze strony kolejki, że tak wolno pakuję zakupy.

Szybciej. Szybciej. Szybciej.

Wszędzie pośpiech. Wszyscy się spieszą…

Aż w pewnym momencie zauważyłem, że są ludzie, którzy robią to inaczej. Spokojnie i bez stresu. Zmieniłem więc swoje zachowanie.

Teraz najpierw pakuję zakupy. Nawet, gdy jest długa kolejka, sprzedawca śmignął ze skanowaniem i czeka na płatność – ja najpierw pakuję zakupy. Potem płacę. Sprzedawca spokojnie oczekuje na płatność. Norma w przesuwaniu produktów wykonana – na szybkość płacenia klienta ma wpływ klient.

“Ale mi się spieszy…”

A co, gdy innym się spieszy, a ja pakuję? To samo, gdy inni pakują, a mi się spieszy :). Wszystko ma swój czas i jeśli pozwalam sobie na spokojne życie bez stresu, to pozwalam też innym żyć w ten sposób.

Ten eksperyment i medytacja

Co wspólnego ma ten eksperyment z medytacją?

Ludzie różnie rozumieją medytację, są różne definicje medytacji. Dla mnie medytacja, to bycie w świadomości, bycie świadomym, zauważanie siebie i świata, i świadoma aktywność.

Dzięki temu doświadczeniu poszerzasz swoją świadomość w realnym życiu. Możesz z tego zrobić medytację w ruchu i zauważać to, co dzieje się w Twoim ciele, w uczuciach, w myślach. Możesz wyłączyć wewnętrzny dialog. Możesz obserwować i podążać za odczuciami. Możesz podejmować celową aktywność i zauważać swoje reakcje i reakcje innych ludzi, reakcje świata. To nie boli. A jeśli zaczynasz czuć i boli, to zawsze możesz wrócić do swojego transu.

Od Ciebie zależy, jak przeżywasz swoje życie.


Jeśli zdecydujesz się na przeprowadzenie tego “eksperymentu” – napisz w komentarzu, co Cię spotkało i jakie reakcje były.

Jeśli już tak żyjesz – napisz od czego się zaczęło.

Dziękuję za Twój komentarz 🙂

2 komentarze
  1. Reply
    Halina 14 stycznia 2017 at 15:58

    Moje córki zawsze się śmiały, że zaprzyjaźniam się ze sprzedawcami w sklepach. Uśmiech, spojrzenie prosto w oczy, zalążki rozmów, potem rozmowy – robię to od lat. Dlatego nie lubię hipermarketów, bo ciężko się rozmawia z półkami, choć i tam zagaduję do wykładających towar na półki i obowiązkowo do kasjerów. Lubię małe sklepy, stragany na targu, bo tam są ludzie.
    Jestem Bliźniakiem, czyli gadułą, lubię ludzi – to chyba jest przyczyną tego w pewnym sensie zaprzyjaźniania się z ludźmi, którzy coś dla mnie robią, albo dla których ja coś robię.Miło jest być miłym i miło jest, gdy inni dla nas również są mili.
    Pewnie, że pewien procent takich “spotkań” z tego się wyłamuje, ale jest tego tak niewielka ilość, iż nie psuje ogólnego obrazu: Co dajesz, wraca do ciebie. Kiedy poświęcasz rozmówcy całą swoją uwagę choć przez chwilę, on na ogół odpowie ci tym samym. A jeśli nie on, to ktoś inny, to dobro pączkuje 🙂

  2. Reply
    Aga 14 stycznia 2017 at 18:10

    Sama jestem sprzedawcą w osiedlowym sklepiku i uwielbiam ludzi, dlatego chętnie stosuje pogaduszki, uśmiechy i bliską relację. W marketach próbuję podobnie podchodzę uśmiechnięta i bardzo szybko łapiemy kontakt – wydaje mi się że życzliwość i uśmiech rozpromienia wszystko wookoło.:)

    Zostaw komentarz

    Register New Account
    Reset Password