Wpatrywanie się w zwierciadło – rys historyczny (“Odwiedziny z zaświatów” Dr Raymond Moody)



“Poznaj siebie”
Starożytny aforyzm ze świątyni w Delfach

Mieszkańcy starożytnej Grecji byli odważnymi i utalentowanymi podróżnikami po Królestwie Pośrednim, ale tylko nieliczni wykazali się większą pomysłowością niż mądry i wielbiony Salmoksis. Był on człowiekiem, który wywołał pośmiertną zjawę… samego siebie!

Salmoksis żył przed 500 rokiem p.n.e. w Tracji. Z nie znanych nam powodów jako młody człowiek popadł w niewolę. A jako niewolnik miał to szczęście, że trafił do służby u Pitagorasa. Ten wielki myśliciel starożytnej Grecji twierdził, że liczby są zasadniczym i pierwiastkami Wszechświata. I wierzył w życie pozagrobowe.

Psychomanteum Spotkanie ze zmarłymi medytacjaNajwyraźniej spędzał dużo czasu na rozmowach o tym ze swoim niewolnikiem. Kiedy bowiem Salmoksis został wyzwolony, także zdecydowanie wierzył w życie pośmiertne.
Salmoksis opuścił Trację na kilka lat, po czym wrócił, ale już jako bogacz. Zaraz po powrocie zbudował amfiteatr. Przeznaczył go na miejsce dyskusji nad zagadnieniami związanymi z parapsychologią. Ponieważ Salmoksis potrafił wspaniale dramatyzować swoje prezentacje, nie wątpię, że był to swoisty teatr umysłu.

Wygłaszał tam mowy o życiu po śmierci. Zapewniał swoich słuchaczy, że nie ma powodu obawiać się umierania. Po śmierci trwa życie – mówił – przedstawiając argumenty przekonujące o istnieniu duszy.

Lud Tracji kochał Salmoksisa, a ten kochał swoich rodaków. Stał się wielkim ich dobroczyńcą. Gdziekolwiek jechał, rozpoznawano go, i nie ma żadnej wzmianki w źródłach historycznych, w której określono by tego człowieka jakimś nieprzychylnym słowem.

Wygłaszał mowy o życiu po śmierci przez wiele lat. I przez cały czas kopał podziemną komnatę. Właściwie było to coś więcej niż komnata, raczej podziemny dom. Zapewne zbudował swoją siedzibę przy podziemnym źródle i zaopatrzył ją w kurczęta, wielkie zbiorniki oliwy, a także wspaniały zbiór cennych papirusów oraz kaganki, żeby mieć przy czym czytać.

Kiedy podziemny dom był już gotowy, Salmoksis na oczach licznych świadków zamknął się w nim. Musiało to odbyć się niezwykle uroczyście. Choć nie ma żadnego sprawozdania z tego wydarzenia., domyślam się, że Salmoksis przemawiał na temat życia po śmierci, a potem wszedł do wykonanej przez siebie samego miniatury Podziemi, dokąd -jak wierzyli Grecy – udawali się zmarli. Ku przerażeniu i żałości tłumu wejście zostało zasłonięte kamienną płytą. Zupełnie jakby ich wielki przyjaciel zmarł.

Salmoksis przebywał w podziemiach przez długi czas. Według relacji Herodota mógł tam spędzić nawet i trzy lata.

Na powierzchni ludzie martwili się o niego. Płakali i wyczekiwali go. Niektórzy dzień po dniu chodzili do jego teatru i prosili bogów o powrót Salmoksisa. Myślę, że scena tych wydarzeń przypominała tasiemcową telepowieść: “Czy on żyje? Czy to możliwe, aby pozostawał w podziemiach tak długo? – zapewne się dopytywali. – Czy zobaczymy go jeszcze kiedyś? Myślisz, że on tam jeszcze żyje?”

Rozpaczali po nim. jakby naprawdę umarł. I w gruncie rzeczy wielkim odkryciem Salmoksisa było to, że rozłąka jest śmiercią.

W końcu po trzech latach zjawił się ponownie. Wyszedł z podziemi ku radości obywateli Tracji i znowu włączył się w tok życia.

Herodot, pierwszy znany historyk, opisał to wydarzenie, przypominające historię Łazarza, i zinterpretował je następująco: “I tak oto udowodnił im prawdziwość słów swoich. Śmierć nie jest powodem do rozpaczy”.

DUSZA - w poszukiwaniu zaginionej duszyKiedy analizujemy to stwierdzenie z racjonalnego punktu widzenia, wydaje się ono całkowicie absurdalne. Ale kiedy podejdziemy do niego emocjonalnie, okazuje się prawdziwe. Salmoksis faktycznie udowodnił, że “śmierć nie jest powodem do rozpaczy”.

Świadkowie “społecznej śmierci Salmoksisa” odczuwali żałobę zupełnie tak samo, jak gdyby umarł naprawdę. Niektórzy zapewne zaprzeczali, że naprawdę od nich odszedł; inni czuli gniew z powodu utraty dobrego przyjaciela. Jeszcze inni, być może, składali jakieś obietnice bogom w zamian za przywrócenie go z Podziemi.

Kiedy powrócił, ich żal i niepokój ustąpiły. Po tak kojącym przeżyciu mieszkańcy Tracji nie mogli już być przekonani, że śmierć jest powodem do zmartwienia.

Salmoksis dokonał zamknięcia cyklu żałoby dla mieszkańców Tracji. Zrobił to samo, co można osiągnąć poprzez wpatrywanie się w zwierciadło, tyle że w inny sposób. Przeszedł przez strefę pośrednią,, jaka istnieje pomiędzy życiem a śmiercią.

Owocne podróże wewnętrzne

Starożytna kultura stanowiła żyzny grunt dla tego rodzaju wypraw wewnętrznych. Z historycznych zapisów wyraźnie wynika, że Grecy akceptowali założenie, iż w określonych warunkach można wywoływać duchy zmarłych, a nawet obcować z nimi.

W tym celu stawiano psychomantea, wyrocznie zmarłych, w których można było przekraczać granicę między naszym światem i tym drugim.

Z drugiej strony Homer dał nam obrazowy opis ceremonii przywoływania zmarłych, która nie wymagała skomplikowanych sprzętów i rytuałów, jakimi posługiwano się w wyroczniach zmarłych. Zgodnie z zaleceniami udzielonymi mu przez boginię Kirke, Odyseusz popłynął do wyroczni, która była przeznaczona do spotkań z duchami. Dzielny podróżnik wykopał tam płytki dół. który napełnił krwią zwierząt ofiarnych, jałówki i barana, po czym wpatrzony w ów zbiornik, porozumiewał się z duchami.

“Zaczęły wychodzić z Erebu dusze umarłych. Młode kobiety i pacholęta, i starcy, którzy wiele wycierpieli, panny nieletnie noszące w sercu świeży ból, rzesze mężów poległych w boju Aresa od mieczów spiżowych, a mających na sobie zbroje zbroczone – wielki tłum kroczył w stronę rowu z niesłychanym lamentem: zielony lęk mnie zdjął”.

W trakcie tego spotkania z duchami Odyseusz przeprowadził rozmowę ze swoją matką, która – o czym nie wiedział – zmarła w odległej krainie. Odyseusz poddał myśl, że jej śmierć była gwałtowna lub może spowodowana długotrwałą chorobą, ale matka zaprzeczyła.

“Nie zabiła mnie w pokoju niechybna łucznica swoimi cichymi strzałami ani nie przyszła na mnie jakaś choroba, która zabójczym wycieńczeniem wypędza duszę z ciała – odparła matka – ale tęsknota za tobą, myśl o tobie, mój jasny Odysie, twoja czułość zabrała mi słodkie jak miód życie.

Tak mówiła, a moje myśli walczyły z pragnieniem, by uścisnąć duszę mojej matki nieboszczki. Trzykroć biegiem do niej, gnany popędem serca, trzykroć umykało mi z rąk coś, co było podobne do cienia lub snu”.

Domyślam się, że to krew stworzyła odblaskową powierzchnię, w której Odyseusz widział lustrzane wizje zmarłych. W czasach Homera czytelnicy wiedzieli o takich praktykach i rozumieli to, co Odyseusz robił. Poeta Homer, który opowiedział heroiczną historię Odyseusza, nie musiał wyjaśniać swoim ówczesnym czytelnikom procesu wpatrywania się w zwierciadło ani trochę bardziej szczegółowo niż współczesny pisarz swoim obecnym czytelnikom – oglądania telewizji.

Wykopaliska wyroczni zmarłych

Znaczące jest to, że Homer kazał temu zdarzeniu rozegrać się nad rzeką Acheron, w pobliżu “grodu Kimeryjczyków”. Herodot pisał o wyroczni zmarłych, która najwyraźniej mieściła się w tym samym miejscu. Instytucja ta, znana jako psychomanteum, znajdowała się w mieście Efyra w Epirze, w zachodniej Grecji.

Strabon, starożytny grecki geograf, także twierdził, że Kimeryjczycy sprawowali pieczę nad wyrocznią zmarłych. Jego zdaniem mieszkali oni w podziemnych glinianych siedzibach, połączonych tunelami. Według pradawnego zwyczaju ci, którzy mieszkali w bezpośrednim sąsiedztwie wyroczni, nigdy nie wychodzili na światło dzienne, lecz opuszczali swoje siedziby wyłącznie nocą. Homer musiał widocznie uważać ich zajęcie za ponure, ponieważ użalał się nad nimi, mówiąc: “Ohydna noc na zawsze rozpościera się nad tymi nieszczęsnymi śmiertelnikami”.

W końcu lat pięćdziesiątych naszego stulecia Sotiris Dakaris, grecki archeolog, zlokalizował i zaczął odsłaniać wykopalisko. Okazało się, że wyrocznia była skomplikowaną budowlą podziemną, labiryntem przejść i sal, prowadzących w końcu do długiej, obszernej komnaty, w której ukazywały się zjawy.

W tej właśnie komnacie Dakaris odnalazł resztki ogromnego brązowego kotła, otoczonego balustradą. Uznał, iż balustrada ta miała powstrzymywać osoby odwiedzające wyrocznię przed nadmiernym zbliżaniem się do kotła, i wyciągnął wniosek, że kapłani prowadzący wyrocznię chowali się w tym kotle i występowali w roli duchów osób, które goście spodziewali się zobaczyć.

Ja interpretuję to odmiennie.

Prekognicja - Pamięć PrzyszłościZwyczaj używania kotłów, mis, miseczek, filiżanek i innych naczyń wypełnionych płynem jako zwierciadła do wpatrywania się jest starożytną praktyką, rozpowszechnioną w wielu kulturach. Jeśli naczynia te wykonano z metalu, można je było wypolerować, tak że przy wpatrywaniu się dawały jeszcze lepszy efekt.

Zgaduję, że środek kotła był zapewne wypolerowany, a zjawy mogły się ukazywać w odblaskowej powierzchni wypełnionego wodą naczynia. Okrągły kształt umożliwiał kilku ludziom otoczenie go i równoczesne wpatrywanie się w jego głębię. Duże rozmiary kotła pozwalały na widzenie zjaw wielkich, ludzkich rozmiarów, jako że rozmiar wizji są bezpośrednio zależne od rozmiarów zwierciadła.

Phillipp Yandenberg pisał o gruntownych i długotrwałych przygotowaniach, jakim poddawano ludzi udających się do wyroczni. Byli, praktycznie biorąc, więzieni przez miesiąc w podziemiach i prowadzani przez ciemne korytarze i sale, zanim pozwolono im wejść do komnaty zjaw, gdzie ich długotrwałą samotność w ciemności przerywało migoczące światło ognia, rzucającego tajemnicze cienie na ściany. Te długotrwałe przygotowania ludzi udających się do komnat zjaw są, moim zdaniem, kolejnym dowodem, że kotła nie wypełniali oszukańczy kapłani.

Po wpatrywaniu się w kocioł i zapewne przeżyciu spotkania ze zjawami osoby odwiedzające wyrocznię były okadzane siarką, tradycyjnie stosowaną do oczyszczenia tych, którzy mieli kontakt ze zmarłymi. Następnie wyprowadzano gości na zewnątrz, na światło dzienne, i dalej do rzeki na rytualną kąpiel.

Wpływ na Platona

Jeśli relacja Yandenberga jest prawdziwa, może nasuwać ekscytujące domniemanie: czy nie jest możliwe, że Platońska urzekająca alegoria jaskini stanowi parodię wyroczni zmarłych w Efyrze? W Rzeczypospolitej ten starożytny filozof pisał o ograniczeniach wiedzy ludzkiej i o naszej ogólnej nieznajomości realnego świata. Posłużyć się alegorią, aby uświadomić nam, że to jest tak, jakbyśmy żyli w jaskini i nie wiedzieli, jakie cuda leżą tuż nad nami, na powierzchni ziemi. Wyrocznia w Efyrze dostarcza wielu podobnych wyobrażeń. Ludzi więzi się w podziemnych jaskiniach, migoczący ogień rzuca cienie na ściany, obsługa robi, co może, aby przekonać swoich klientów, że cienie są rzeczywiste, a kiedy w końcu więźniów się uwalnia, najpierw prowadzi się ich na powierzchnię ziemi, a następnie do wody.

Platon był znakomitym parodystą, a swój talent demonstrował zwłaszcza w dialogach. Pisał nawet paszkwile na swoich kolegów filozofów, spośród których część znana jest dzisiaj wyłącznie dzięki karykaturom Platona.

Wyrocznia zmarłych w Efyrze najwyraźniej funkcjonowała za życia Platona i choć znajdowała się na odludziu, istnieje mnóstwo dowodów, że zjeżdżały tam wielkie tłumy. Nie ma powodu sądzić, że ktoś tak dobrze poinformowany jak Platon nic nie wiedział o wyroczni. Nie można też wątpić, że tak popularna atrakcja była wodą na jego młyn.

Czy mogło być tak, że to o wyroczni zmarłych w Efyrze pisał Platon w Księdze VII Rzeczypospolitej? Proszę rozważyć ten fragment:

“Następnie przyrodzone nasze zdolności, ze względu na zdatność i niezdatność nabycia wiedzy, przyrównaj do takiego oto stanu.

Wystaw sobie tedy ludzi jakoby w podziemnym, do skaty podobnym mieszkaniu, mającym rozwarte ku światłu wejście, ciągnące się bez przerwy wzdłuż całej jaskini; tutaj przebywają oni od swego dziecięctwa z więzami na nogach i szyjach, tak iż się z miejsca nie ruszają i tylko przed siebie patrzą, a z powodu więzów niezdolni głowy obrócić; światło zaś przybywa im od ognia gorejącego z góry, daleko poza nimi; a pomiędzy tym ogniem a spętanymi wiedzie droga na wysokości; wzdłuż tejże wyobraź sobie murek wybudowany na wzór parapetu, który kuglarze ustawiają przed widzami, a ponad którym pokazują swe dziwy”.

Przypuszczam, że ta budząca dreszcz grozy alegoria jest w pewnym stopniu parodią wyroczni zmarłych w Efyrze. Dwie sytuacje są wyraźnie zbieżne w kilku punktach. W obu dziwni mieszkańcy podziemnego świata nigdy nie widzą światła dziennego. Anonimowi pomocnicy nakłaniają więźniów do uwierzenia, że cienie rzucane przez migoczący ogień na ścianę jaskini są rzeczywiste. Uwięzieni są w końcu wypuszczani na wolność i prowadzeni najpierw na światło słoneczne, a następnie do wody.

Są także wzmianki w tekście sugerujące, że Platon napisał satyrę na wyrocznię zmarłych. W początkowej części Rzeczypospolitej Sokrates zapewne robi aluzję do wysłania przez Periandra delegacji do Efyry, w celu przywołania jego żony z Podziemi. Dialog zaczyna się od próby zdefiniowania sprawiedliwości jako oddawania innym tego, co się od nich otrzymało. Sokrates obala tę definicję, mówiąc, że musiał ją zaproponować Periander lub ktoś taki jak on. Jest tu zawarta zupełnie wyraźna ironia: Periander był człowiekiem zdecydowanie nieuczciwym, który przeszedł wszelkie granice wzywając żonę ze świata zmarłych po to, aby być w stanie oddać coś przyjacielowi, który powierzył mu to pod opiekę.

Większość analiz tej alegorii koncentruje się na położeniu więźniów, ale Sokrates wspomina także innych mieszkańców jaskini – to znaczy pomocników, którzy wytwarzają cienie w celu oszukania więźniów. Myślę, że ci pomocnicy to właśnie przewodnicy, którzy prowadzali odwiedzających po zakamarkach wyroczni w czasie poszukiwania przez nich wizji, podczas gdy więźniami są właśnie ludzie odwiedzający wyrocznię. Możliwe, że tymi przewodnikami byli Kimeryjczycy, którzy zwyczajowo przebywali zawsze w ciemnościach.

Podejrzewam, że pisząc ten słynny mit Platon miał na myśli wyrocznię zmarłych w Efyrze. Niestety wiele wątpliwości pozostaje bez odpowiedzi z powodu nieszczęśliwych wydarzeń, które przytrafiły się Efyrze.

W 280 roku p.n.e. Pyrrus, król Epiru, wyruszył na czele armii liczącej dwadzieścia pięć tysięcy ludzi na bohaterską wyprawę i pokonał armię Rzymian. Rok później znów pokonał Rzymian, ale stracił w tej wojnie tak wielu żołnierzy, że jego armia została niemal wybita. “Jeszcze jedno zwycięstwo – zauważył wówczas – i będziemy pokonani”. Stąd właśnie wywodzi się określenie “pyrrusowe zwycięstwo'”, oznaczające, że nawet wygrywając, można stracić.

Odważne zwycięstwa Pyrrusa były taką zniewagą dla Rzymian, że sto lat później najechali oni na Epir i zniszczyli siedemdziesiąt miast. Wśród nich znalazła się i Eiyra. Choć ruiny wyroczni istnieją do dziś, relacje z wydarzeń, jakie miały tam miejsce, przepadły. Dla nas, ludzi dwudziestego stulecia, pozostały ruiny i nieliczne źródła historyczne, literackie oraz antropologiczne – wszystkie bardzo interesujące, ale będące zaledwie echem przeszłości.

Przewodnik podróżnika po królestwie pośrednim

Ci, których wciągnie ten temat, mogą zechcieć odwiedzić wyrocznię zmarłych w Efyrze. Nawet dziś leży ona na uboczu, w górzystym rejonie Grecji. W czasach starożytnych podróże do wyroczni zmarłych były niewyobrażalnie męczące. Z założenia chodziło o ciężką próbę, tak długa podróż bowiem z pewnością zwiększała emocje związane z oczekiwaniem na wizje.

Moja żona i ja mieliśmy ogromne trudności z odnalezieniem wyroczni zmarłych, kiedy w marcu 1993 roku odwiedziliśmy Grecję, żeby spędzić dzień w najstarszym w dziejach naszej cywilizacji psychomanteum.

Aby dostać się tam z Aten, najpierw polecieliśmy na północ, do miasta loannina. Spędziliśmy tam noc, a z rana pojechaliśmy autobusem do Prevezy. Jazda trwała dwie godziny, po czym natychmiast przesiedliśmy się do autobusu jadącego do małego miasteczka Kanaliki.

Medytacja Ratunkowa, antydepresantyWyprawy autobusem w ten rejon nie są dla ludzi lękliwych. Znaczna część drogi wiedzie wąskimi serpentynami, a pasażerowie widzą przez okna przepaście sprawiające wrażenie bezdennych.
Ale taka podróż to nie tylko strach. Można też zobaczyć piękne krajobrazy i barwne sceny z życia greckich wsi.

Po dotarciu na koniec do miasteczka Kanaliki wzięliśmy taksówkę do necromanteionu, jak nazywają go miejscowi. Znajduje się on jakieś sześć kilometrów za miastem., na szczycie wysokiego wzgórza, poniżej kaplicy bizantyńskiej zbudowanej w średniowieczu, być może po to, by budowla chrześcijańska zasłoniła wyrocznię. Wyrocznia pozostawała ukryta przez setki lat. Ostatnio odkopano ją i większość ruin jest teraz wyraźnie widoczna.

Kierowca podwiózł nas tuż pod bramę stalowego ogrodzenia, które otacza starożytne ruiny. Poprosiliśmy go, aby wrócił po nas, co okazało się doskonałym pomysłem, ponieważ nie ma tam telefonu.

Nie było żadnych innych zwiedzających. Byliśmy z żoną zupełnie sami w miejscu uwiecznionym przez Odyseusza i Orfeusza, odwiedzanym przez tysiące ludzi pragnących ujrzeć swoich utraconych bliskich. Z błogosławieństwem Sokratesa., pełnego humoru dżentelmena, który od blisko dwudziestu pięciu lat opiekował się wyrocznią., mogliśmy swobodnie wędrować wśród szczątków dawnej wyroczni.

Pozbawiona dachu, ukazywała labirynt korytarzy i izb, po których krążyli przed wiekami petenci czekający na wprowadzenie do komnaty zjaw. Wszystkie pomieszczenia wyroczni są nadal widoczne. Usiedliśmy w części mieszkalnej kapłanów – zwanych psychopompami – którzy zarządzali tym przybytkiem. Ich pokoje byty wielkie, według standardów starożytnych, a jednak mierzyły nie więcej niż trzy metry na trzy. Opuściwszy siedzibę kapłanów i wędrując po labiryncie korytarzy, usiłowałem sobie wyobrazić, jak to miejsce mogło wyglądać dwa tysiące lat temu, kiedy było ciemne jak jaskinia i przesycone pełnym grozy wyczekiwaniem. Co robili ludzie w czasie spędzanych tu długich tygodni? O czym myśleli i rozmawiali? Mimo że lubię być sam, wzdragałem się na myśl o tak długotrwałym i otępiającym wyczekiwaniu.

Pokoje, w których sypiali klienci wyroczni, były łatwe do odnalezienia. Tak samo jak komnata zjaw. Było to największe pomieszczenie w labiryncie, o wysokich ścianach, przestronne. Mogłem sobie bez trudu wyobrazić, jakim wstrząsem dla zmysłów musiało być znalezienie się tam po spędzeniu blisko miesiąca w mroku. W tej majestatycznej komnacie pochodnie rzucały na ściany migotliwe blaski, kiedy ubrani w togi kapłani podprowadzali swoich klientów do wielkiego wypolerowanego kotła. Ustawiwszy ich wokół, polecali im wpatrywać się w lśniący metal, aż ujrzą wizję osoby, którą pragnęli zobaczyć.

Stojąc pośrodku tej komnaty, tam gdzie musiał znajdować się kocioł, mogłem sobie wyobrazić, czego świadkami byli kapłani, kiedy klienci, jeden po drugim, dostrzegali swoje wizje. Na podstawie moich doświadczeń z pracy we własnym psychomanteum, oddalonym o tysiące kilometrów od tego miejsca, wiedziałem, jaka radość i zaskoczenie malują się na twarzach ludzi na widok magicznych wizji, znałem okrzyki zachwytu, gdy krewni i najdrożsi powracali jeszcze na chwilę. Patrząc z góry na ruiny uświadomiłem sobie, jakim wyczynem architektonicznym musiało być to psychomanteum dla starożytnych specjalistów. Zbudowali je z wielką starannością, tak bardzo dokładnie, że przetrwało do dziś i świadczy o ogromnym znaczeniu, jakie przypisywano w tej kulturze wywoływaniu duchów zmarłych ludzi.

Od religii do królowej Elżbiety

Ponieważ zachowały się tylko nieliczne relacje na temat wpatrywania się w zwierciadło, niemożliwe jest napisanie na ten temat szkicu historycznego, w którym nie byłoby luk. Inaczej niż w przypadku takich dziedzin jak chemia lub filozofia, nie istnieje tu ciągła tradycja, sięgająca setek lat wstecz praktyka wpatrywania się w zwierciadło zdaje się pojawiać cyklicznie to tu, to tam, po czym niknie z pola widzenia, przypominając raczej rozproszone wybuchy niż nieprzerwaną linię przekazu. Mimo wszystko, jeśli już się pojawia, często prowadzi do interesujących skutków.

Mogę co najwyżej przedstawić serię krótkich epizodów, gdy wpatrywanie się w zwierciadło odegrało rolę w historii ludzkości. Te epizody zostały zaczerpnięte z literatury, mitów, religii, polityki i życia codziennego. Choć w tym rysie historycznym pojawią się luki obejmujące setki lat, wskaże on wyraźnie, że praktyka wpatrywania się w zwierciadło w celu wywołania duchów odgrywała ważną rolę w życiu ludzkim od najwcześniejszego okresu historii człowieka. Ta rola była tak ważna, że ani Kościół, ani państwo nie byty w stanie stłumić owych praktyk.

Już w Starym Testamencie, w Pierwszej Księdze Samuela, znajdujemy wzmianki o wróżbach. Król Saul nakazuje wypędzenie wszystkich mediów i spirytystów z Izraela, jak też domaga się kary śmierci dla każdego, kto odważy się wywoływać duchy. Ale kiedy sam potrzebuje porady zmarłego króla Samuela, udaje się w przebraniu do pewnej kobiety w En-Dor, znanej jako medium, która niechętnie ulega jego namowom i przywołuje ducha Samuela. En-Dor znaczy “fontanna z Dor”. Wioska leży na górze podziurawionej jak sito licznymi jaskiniami. Zarówno jaskinie, jak i fontanny – o czym się wkrótce przekonamy – mają związek z wywoływaniem duchów.

Duch Samuela najwyraźniej wyjawia kobiecie, kim jest Saul, ponieważ ta zupełnie niespodziewanie nydaje przejmujący krzyk i zwraca się do króla ze słowami:

“– Dlaczego mnie oszukałeś? Wszak ty jesteś Saul!”

Dopiero po zapewnieniu, że nie stanie się jej żadna krzywda, kobieta ujawnia Saulowi obecność Samuela. Zobaczywszy zmarłego króla, Saul pada na ziemię i zwraca się do niego:

“– Jestem w ciężkiej niedoli – mówi. – Filistyńczycy wojują ze mną, a Bóg odstąpił ode mnie i już nie daje mi odpowiedzi ani przez proroków, ani przez sny; przywołałem więc ciebie, abyś mi oznajmił, co mam czynić”.

W odpowiedzi Samuel wygłasza przerażające proroctwo, które się spełnia:

“– Dlaczego tedy pytasz mnie, skoro Pan odstąpił od ciebie i stał się twoim wrogiem? Pan uczynił ci, jak zapowiedział przeze mnie: Pan wydarł władzę królewską z twojej ręki i dał ją innemu, Dawidowi. Ponieważ nic usłuchałeś głosu Pańskiego i nie wywarłeś zapalczywego gniewu Pana na Amaleku, dlatego uczynił ci to Pan w dniu dzisiejszym. Nadto wyda Pan Izraela wraz z tobą w ręce Filistyń-czyków i jutro będziesz ty i twoi synowie ze mną. Również i obóz izraelski wyda Pan w ręce Filistyńczyków”.

Jakiego rodzaju medium używa kobieta do wywołania ducha Samuela? Choć w Biblii nie mówi się wyraźnie o tym, jaką metodę zastosowała, być może użyła czegoś w rodzaju zwierciadła, jakiegoś lśniącego obiektu, który mógł ukazać lustrzany obraz zjawy. Być może to w przejrzystej głębi takiego odbicia nastąpiło spełnienie bolesnego pragnienia króla Saula, by spotkać zjawę.
To do używania przez Józefa srebrnej czary jako zwierciadła nawiązywał jego sługa, gdy mówił: “Czyż nie jest to jedno, w czym mój pan pije i w czym faktycznie wróży?” W dalszym wersie Józef wychwalał swe talenty, stwierdzając: “Czyż nie wiesz, że człowiek taki jak ja może naprawdę wróżyć?”

Antropolodzy i inni badacze, którzy poznawali kultury plemienne, opisują metody konsultowania się z duchami podobne do opisanych w Starym Testamencie.

Tradycja szamańska

Na przykład na Syberii tunguscy szamani stosowali miedziane zwierciadła, aby “umiejscawiać duchy”. W ich języku słowo zwierciadło” wywodzi się ze słowa “dusza” lub “duch”, toteż zwierciadło było uznawane za miejsce pojawiania się duchów. Szamani ci twierdzili, że wpatrując się w zwierciadło, potrafią zobaczyć duchy zmarłych ludzi. Zresztą słowo “szaman” pochodzi właśnie z języka Tunguzów. Zadaniem szamana było rozwiązywanie problemów, które wyłaniały się w życiu codziennym całej społeczności, jak też poszczególnych osób. Swego czasu Malgasze z Madagaskaru wywoływali duchy zmarłych podczas zawiłych ceremonii grupowych. Do obyczajów tego ludu należały rozmowy o widzianych zjawach swoich zmarłych bliskich, jak też otwarte dyskusje o kontaktach z tymi duchami. Szamani plemienni rozpoczynali takie ceremonie, nawiązując kontakt z duchami poprzez zwierciadło.

Medytacja z PodświadomościąPodobnie jak we fragmencie eposu Homera, w którym opisana jest wizja Odyseusza, krew służyła jako medium do wpatrywania się Indianom z plemienia Paunisów w Ameryce Północnej. Stosowana przez nich metoda wpatrywania się w zwierciadło była podobna do greckiej. Kiedy członek plemienia zabił borsuka, starszyzna plemienna przetrzymywała zwierzę do nocy, po czym obdzierano je ze skóry. Krew zlewano do misy i przy świetle księżyca ustawiano wokół niej dzieci, aby wpatrywały się w swoje odbicia w tak powstałym zwierciadle. Jeśli ujrzały siebie z siwymi włosami, oznaczało to długie życie; jeśli obraz był ciemny i niewyraźny, dziecko miało zachorować i umrzeć; jeśli nie ukazywało się żadne odbicie, dziecko miało pewnego dnia zginąć z ręki wroga.

Afrykanie z Fezu do wypatrywania wizji używali naczynia z wodą. We współczesnym Egipcie używa się zbiorniczka z atramentem – niemal tak samo, jak Odyseusz posługiwał się krwią. Dee Halde, podróżnik, który na początku XVIII wieku pojechał do Chin, napisał później, że taoistyczni wróżbici obserwowali w kotłach z wodą wydarzenia zachodzące w całym imperium. Zulusi z Afryki czcili należące do ich wodza naczynie, które po napełnieniu wodą służyło do wróżb. Szamani na północy strefy równikowej w Afryce rozpoznawali choroby pacjentów, wpatrując się w kociołek z wodą.

Do najbardziej intrygujących należy praktyka wpatrywania się w zwierciadło uprawiana przez plemię Nkomi z Przylądka Lopez. Otóż stosuje sieje w czasie rytualnego przyjmowania chłopca do grona mężczyzn, a przebiega to w następujący sposób: po długim poście nowicjusza zamyka się w szałasie. W jednym końcu szałasu stoi drewniana statua. Pod nią umieszcza się kości człowieka zmarłego dawno temu, przed statuą zaś ustawia się zwierciadło.

Nowicjusz ma za zadanie tak długo wpatrywać się w zwierciadło, aż zobaczy w nim twarz człowieka. Następnie musi opisać swoją wizję. Jeżeli trafnie opisze zmarłego, którego kości umieszczono pod statuą, zostaje dopuszczony do kolejnego etapu ceremonii.

W najnowszej książce na temat leczniczych właściwości roślin Richard Evans Schultes oraz Albert Hoffman – chemik, który odkrył LSD – opisują plemię Bwiti z Afryki Zachodniej, które utrzymuje kontakt ze zmarłymi krewnymi stosując w tym celu pewne ziele i zwierciadło. Członkowie tego plemienia zjadają duże ilości rośliny zwanej iboga, po czym wpatrują się w zwierciadło.

Członkowie tego plemienia powiedzieli antropologom, że kombinacja rośliny i zwierciadła “otwiera głowę”, wskutek czego ich dusze mogą przenieść się do “ziemi zmarłych”. Jeden z praktykujących ten rytuał napisał krótki wiersz o swoich przeżyciach, w którym możliwie najlepiej wyraża słowami to, co się wówczas z nim działo:

Czułem się tak, jakbym został przeniesiony daleko,
w głęboką puszczę,
aż doszedłem do bariery z czarnego żelaza.
Przy tej barierze, niezdolny do jej przekroczenia,
Dostrzegłem tłum czarnych ludzi
Również nie mogących jej przestąpić.
W dali… było bardzo jasno.
Powietrze mieniło się kolorami…
Nagle mój ojciec zstąpił z góry
w postaci ptaka.
Nadał mi wówczas imię Eboka
I umożliwił lot za nim
ponad żelazną barierą.

Zwierciadło Ala ad-Aina, nimfy Numy

Temat duchów wywoływanych ze zwierciadeł pobudzał także wyobraźnię literacką przedstawiciel i kultur innych niż grecka. Wydaje mi się zupełnie oczywiste, że kilka spośród opowieści w Księdze tysiąca i jednej nocy zawiera opisy wizji lustrzanych. Na przykład historia Ala ad-Dina i jego lampy mówi właśnie o przyzywaniu duchów. Odmiennie niż w tej pracy, w historii Ala ad-Dina mamy do czynienia nie z duszami zmarłych, lecz z duchami innego rodzaju – dżinnami. Te złowieszcze stwory mogły spełniać życzenia osób, którym udało sieje uwolnić, pocierając lampę, gdzie byty uwięzione.

W Księdze tysiąca i jednej nocy osobą, która dokonała tego jako pierwsza, jest matka Ala ad-Dina, która polerowała lampę piaskiem, by jej przywrócić blask i móc j ą sprzedać. W trakcie tej czynności z lampy wydostał się gigantyczny dżinn, “o przerażającym wyglądzie i wielkiej postaci”.

“– Powiedz, czego chcesz ode mnie – zagrzmiał. – Jestem twym sługą i sługą tego, w którego posiadaniu znajduje się lampa”.
Matka Ala ad-Dina była tak przerażona, że błagała swego syna: “Proszę cię, mój chłopcze – na mleko, które z mej piersi ssałeś – wyrzuć tę lampę i ten pierścień., bo one nas wpędzą w wielką biedę!”

To oczywiste, że polerując metalową lampę, matka Ala ad-Dina spowodowała powstanie odblaskowej powierzchni, w której dżinn mógł być widziany jako wizja lustrzana. Następnie wizja ta pozornie opuściła powierzchnię odblaskową i pojawiła się xv świecie materialnym.

W dawnych czasach metalowych lamp używano również do wróżb; praktyki takie nazywano larnpadornancją. Mam przywiezioną z Indii starą brązową lampę na tłuszcz wielorybi i rozumiem przyczyny, które spowodowały powstanie takiej tradycji. Odkryłem bowiem, że po wypolerowaniu staję się ona doskonałym zwierciadłem, świetnie nadającym się do wpatrywania.

Wszystko to każe mi uwierzyć, że obraz dżinna wydostającego się z butelki najprawdopodobniej pochodził z wpatrywania się w zwierciadło.

Istoty zwane nimfami pojawiły się w rzymskich mitach przy opowieści o Numie, drugim królu Rzymu. Podobnie jak wszyscy Rzymianie, wierzył on we wróżki wodne, które wyłaniały się z krystalicznie czystej wody w fontannach.

Kiedy czytamy komentarz świętego Augustyna, staje się dla nas zupełnie oczywiste, że Egeria to byt lustrzany. W swym dziele O państwie Bożym św. Augustyn napisał:

“Bo i sam Numa, do którego nie posłano żadnego proroka Bożego i żadnego świętego anioła, zmuszony został do uprawiania hydro-mancji, by w wodzie zobaczyć obrazy bogów lub raczej mamidła demonów i usłyszeć od nich, co powinien ustanowić i czego przestrzegać w dziedzinie religijnych obrzędów i ofiar”.

Celtyckie mity o wpatrywaniu się w zwierciadło

Celtycki manuskrypt z dwunastego wieku opowiada o wydarzeniu z życia Lludda, jednego z pierwszych królów Brytanii, kiedy to wykorzystano wpatrywanie się w kocioł w celu ujęcia kłopotliwych smoków. Smoki te wydawały tak przeraźliwe odgłosy, że “mężczyźni bledli i tracili siłę, kobiety roniły, chłopcy i dziewczęta odchodzili od zmysłów, a wszystkie zwierzęta oraz drzewa, ziemia, wody stawały się jałowe”. Tak więc smoki te zagrażały przyszłości królestwa Lludda i władca musiał znaleźć sposób, by się ich pozbyć. W tym celu odbył naradę ze swoim bratem, królem Francji, który powiedział, że można by wyczarować smoki w kadzi z winem miodowym i uwięzić je w jedwabnej materii.

“– Natychmiast owiń wokół nich materię – powiedział brat Lludda – i zakop je w kamiennej skrzyni, i pokryj ją ziemią, w miejscu, jakie uznasz za najbezpieczniejsze w swoim królestwie”.

Lludd postąpił zgodnie z tą sugestią: okrył beczkę wina miodowego jedwabną tkaniną I wpatrywał się w nią, póki nie ukazały się zjawy smoków. Kiedy w końcu zostały zawinięte w jedwab, Lludd je zakopał.

Opowieść o Lluddzie stanowi jedno z ogniw w ciągnącym się przez wieki łańcuchu historii wpatrywania się w kocioł, które pojawia się jako kluczowa scena w Makbecie Szekspira. kiedy to trzy czarownice gotują według starej receptury wywar i z jego wrzących oparów wywołują zjawy.

W źródłach średniowiecznych można znaleźć opisy rytuałów wywoływania duchów, które ujawniały zainteresowanym informacje, jakich nie dało się zdobyć w inny sposób. W roli wróżbitów występowali młodzi chłopcy; to im duchy przekazywały wieści. Procedury przywoływania duchów zmarłych włączano czasami do zbiorów materiałów medycznych, co pozwala przypuszczać, że stosowali je również lekarze. Można się zastanawiać, czy nie sirużyło to czasem kojeniu żałoby.

Niektóre z tych technik pojawiają się we wspaniałej tragedii Goethego, poświęconej legendarnemu doktorowi Faustowi. W trakcie opowieści poznajemy metody upatrywania się w zwierciadło. Są to metody służące do wykrywania złodziei, podróży poza ciałem, rozpoznawania chorób, a nawet przyzywania dziewięciu duchów powietrza poprzez wpatrywanie się w szklankę napełnioną wodą źródlaną.

Swego rodzaju doktor Faust żył w osiemnastym wieku pod postacią hrabiego Cagliostro. Stał się międzynarodową sensacją ucząc ludzi, jak wpatrywać się w dające odbicie powierzchnie i widzieć obrazy. Jeden z pisarzy pozostawił relację o duchu Cagliostra, o tym, jak pojawił się i prowadził z nim rozmowę w “kryształach i pod szklanymi dzwonami”.

Wróżbita zwany 007

Zapewne do najbardziej fascynujących opowieści o magicznych sztuczkach należy historia Johna Dee, znanego angielskiego uczonego i wynalazcy z czasów elżbietańskich, urodzonego w 1527 roku. Ślubował on poświęcić swoje życie nauce i studiował całymi dniami, codziennie, przez cały okres młodzieńczy. Jego trud przyniósł efekty. Mając zaledwie dwadzieścia kilka lat wykładał już na licznych uniwersytetach, zwłaszcza we Francji, gdzie szanowano jego dziwactwa.

Był także pełnym poświęcenia wynalazcą, którego prace czasem jego samego wpędzały w kłopoty. Kiedy uczniowie wystawiali komedie Arystofanesa, Dee postanowił uatrakcyjnić spektakl, budując aparaturę do specjalnych efektów – gigantycznego insekta, który wyglądał, jakby latał.

Owad rozbawił większość ludzi, którzy go widzieli, a niektórych nawet wystraszył. Kiedy bowiem uruchomiono aparaturę, co bardziej zabobonni spośród widzów zerwali się na nogi z okrzykiem: “Czarodziej!”

Trening Świadomego Życia (medytacja)Oskarżenia o uprawianie czarów towarzyszyły Johnowi Dee przez całe życie. Pewnego razu tak bardzo zniecierpliwiły go prześladowania, że poprosił, aby go osądzono w celu załatwienia tego problemu raz na zawsze. Jak napisał w swojej petycji do króla, proces zniechęciłby tych “chorych umysłowo. bezmyślnych, złośliwych i godnych pogardy prostaków”, którzy zatruwali mu życie. Dodał nawet, iż chętnie zgodzi się na ukamienowanie, jeśli ktoś udowodni mu, że istotnie jest czarodziejem czy też “wywołującym diabły”.

Mając dwadzieścia kilka lat, Dee był już uczonym o międzynarodowej sławie i ekspertem w dziedzinie technik i sprzętu nawigacyjnego. Napisał jeden z klasycznych podręczników do matematyki i wynalazł przyrząd pomagający żeglarzom odczytywać mapy.

Dla królowej Elżbiety pracował jako swego rodzaju prywatny wywiadowca. Jak mówiono, królowa była zafascynowana jego oczami, wobec czego nadała mu przydomek “Oczy”. W nawiązaniu do tego. podpisując tajne raporty dla niej Dee stawiał obok siebie dwa kółka, co miało przedstawiać oczy, a nad nimi i z boku znak przypominający siódemkę, zapewne jego szczęśliwą liczbę. W rezultacie podpis wyglądał jak “007”, czyli numer ewidencyjny Jamesa Bonda, również pracownika królewskich tajnych służb.

Badając przedmioty przywiezione z Meksyku przez Hiszpanów, Dee znalazł zwierciadło z obsydianu, które najwyraźniej służyło Aztekom do wróżenia. Ze zdumieniem odkrył, że dostrzega w nim wizje, l wkrótce zaczął wykorzystywać to odkrycie w swojej pracy dla królowej, która nawet udała się pewnego dnia z wizytą do jego domu. aby zobaczyć owo niezwykłe zwierciadło.

Jego siedziba była właściwie połączeniem muzeum, biblioteki i ośrodka badań nad świadomością. Miał tam wiele najróżniejszych interesujących przedmiotów oraz księgozbiór, jeden z najlepszych w kraju. Pomimo swoich powiązań 7. dworem i -wysokiej pozycji w świecie akademickim, nadal przez niewykształconych mieszkańców Londynu uważany był za czarodzieja.

Pewnego razu ci zabobonni ludzie zostali podjudzeni przez zazdrosnych członków dworu królewskiego do rozruchów przeciw Johnowi Dee. Zaatakowali i spalili jego dom, w czasie gdy właściciel przebywał w podróży poza granicami kraju. W jednym z opisów tego wydarzenia znajduje się informacja, że Dee z oddali, za pomocą obsydianowego zwierciadła, obserwował swoje płonące księgi. Podobno przyjął to ze stoickim spokojem; zresztą i tak nie był w stanie nic zrobić.

W domu, który został zniszczony, Dee miał specjalną komnatę służącą do wywoływania wizji zwierciadlanych. Skrupulatnie opisywał swoje wizje w szczegółowym i obszernym manuskrypcie, z którego do dziś zachowała się tylko część. Opisuje w nim duchy, które najpierw pojawiały się w zwierciadle, a potem jak gdyby wychodziły zeń i przebywały w komnacie.

Jeden z tych duchów, młodej kobiety o imieniu Madimi, pojawiał się regularnie i jakby krążył po pokoju. Dee pisał również, że “przybysze” odzywali się, a nawet prowadzili z nim rozmowy. Na przykład jedna z tych istot – zwanych przez Dee aniołami – wygłosiła następującą ponadczasowo słuszną sentencję:

“Ignorancja była nagością, przez którą znosiłeś pierwsze cierpienia, a pierwszą plagą, która nawiedziła człowieka, był głód wiedzy… głód wiedzy przeszkadza ci zdobywać wiedzę o sobie samym”.

Uczeni dawno odrzucili relacje Johna Dee, uznając je za nieprawdziwe, ale ja uważam, że wywoływał on mądrość i byty z głębin swojej podświadomości.

Dee nie sądził jednak, że tak było. Ten wielki naukowiec usiłował wykorzystać wszystko, co było w jego mocy, aby dotrzeć do Boga. Miał nadzieję, że dzięki kontaktom z aniołami uda mu się na nowo połączyć katolików i protestantów w jednej wierze chrześcijańskiej, wierze powszechnej miłości. Pomimo ostrzeżeń ze strony przywódców obu Kościołów, że ryzykuje postawienie go pod sąd jako heretyka, Dee nadal publikował swoje konwersacje z aniołami.

Jego wiara w to, że za pośrednictwem obsydianowego zwierciadła rozmawia z aniołami, nie zyskała mu przychylności na dworze. Jakub I, który w 1603 roku odziedziczył koronę po Elżbiecie, był bardzo wyczulony na wszystko, co “pachniało czarami”. Ponieważ Dee był lojalnym sługą królowej Elżbiety, nowy kroi oddalił wprawdzie zarzuty o uprawianie przez Dee wróżbiarstwa, wysuwane przez niektórych przedstawicieli kleru, ale pozbył się go z dworu królewskiego.

Skazany na ostracyzm przez pozostałych uczonych, Dee zmarł w 1608 roku. Ostatnie dni spędził pod opieką córki, która musiała czasami sprzedawać jego cenne księgi, aby zdobyć pieniądze na jedzenie.

Po jego śmierci starannie przygotowany manuskrypt zawierający opis badań wpatrywania się w zwierciadło zaginął na długie lata. Odnalazł się w końcu w sklepie rybnym w Londynie, gdzie używano wyrywanych z niego kartek do pakowania ryb. Zapewne nic by się z tego manuskryptu nie uchowało, gdyby jeden z uczonych nie przeczytał przypadkowo zapisków na papierze, w który była zawinięta kupiona przez niego ryba.

Prezydenckie wizje zwierciadlane

Także jeden z prezydentów czerpał wiedzę z wizji zwierciadlanych. W nocy decydującej o wynikach wyborów w 1860 roku Abraham Lincoln leżał wyczerpany na sofie. Nagle w pobliskim lustrze dostrzegł dziwne, podwójne odbicie siebie samego: jedno takie, jak wyglądał naprawdę, i drugie, na którym był blady i przypominał ducha.

Lincoln powiedział o tym swojej żonie. Mary. Pierwsza Dama zinterpretowała tę wizję następująco: powiedziała, że zostanie wybrany na drugą kadencję, ale umrze przed jej zakończeniem. Wizja zwierciadlana prezydenta i jej interpretacja okazały się prorocze.

Zdumiewające, jeśli weźmie się pod uwagę powszechność chęci ponownego spotkania się z bliskimi zmarłymi, że umiejętności wpatrywania się w lustro niemal zaginęły. Jednym z powodów tego stanu rzeczy jest zapewne to, że ci, którzy praktykują tę działalność, zachowują w tajemnicy stosowane techniki.

Fakt, że po wywoływaniu duchów w Efyrze następowało okadzenie i rytualna kąpiel., świadczy, iż pomocnicy, kimkolwiek byli, zdawali sobie sprawę z niezbędności tych rytuałów dla ułatwienia osobom wywołującym zjawy powrotu do rzeczywistości. Ujmujący gest kobiety z En-Dor, która zaprosiła Saula na poczęstunek, zanim wyszedł, świadczy, że i ona rozumiała potrzebę wsparcia po takim przeżyciu.

Stosowano także represje na tle religijnym. Organizacje religijne o surowej doktrynie zniechęcały ludzi do szukania osobistych przeżyć w królestwie duchów. Ponieważ wpatrywanie się w zwierciadło daje ludziom dostęp do ich duchowego wszechświata, przywódcy różnych religii (nie tylko chrześcijaństwa, ale i innych religii państwowych) zepchnęli te praktyki do podziemia. Wiele religii dawało wyraz pełnemu miłosierdzia zainteresowaniu losem człowieka, paląc na stosie lub w inny sposób eliminując tych, którzy naruszali zakazy.

Ważne jest również, aby zauważyć, że każda społeczność surowo traktuje tych, którzy łamią konsens. Niewiele jest zasad dotyczących życia człowieka, czy to poznawczych, czy społecznych, które byłyby świętsze niż wyobrażenie, że istnieje nie do pokonania przepaść między światem żywych a królestwem zmarłych. Ci, którzy przekraczają tę granicę, narażają się na surową krytykę.

Fałszywa historia

Bardzo prawdopodobne, że jakieś fałszerstwa zapisano jako fakt i nagłośniono po to, by trzymać ludzi z dala od miejsc, w których były przywoływane duchy zmarłych. Lub, być może., chętni do tej praktyki nie potrafili rozpracować technik i próbowali je tylko naśladować. Można znaleźć wzmiankę o tym w jednym z fragmentów pracy Hipolita, biskupa Rzymu z II wieku, który tak oto pisał w celu potępienia różnych okultystycznych “herezji”:

“Ale też nie powinienem przemilczeć łotrostw tych czarowników, które polegają na wróżeniu za pomocą kotła. W celu stworzenia bowiem zamkniętej komnaty i pomazania sufitu cyjaniną (ciemnoniebieską farbą) stosują pewne naczynia z cyjaniną i wznoszą je do góry. Kocioł pełen wody umieszczają wszakże na środku podłogi i padające na niego sine odbicie ma przedstawiać widok niebios. Ale podłoga też ma pewien ukryty otwór, na którym stawia się kocioł, uprzednio wyposażony w kryształowe dno, podczas gdy on sam zrobiony jest z kamienia. Pod nim jednakże, niewidoczne dla obserwatorów, znajduje się pomieszczenie, gdzie zbierają się wspólnicy, przybierając postacie bogów i demonów, których magik chce przedstawić”.

Z wielu powodów niektórzy ludzie – zwłaszcza przedstawiciele władz i medycyny – chcieli zdławić praktyki wpatrywania się w zwierciadło. Powody te sięgają od zagorzałego fundamentalizmu po strach przed zabobonami.

Dwupunkt 5 - Dwupunkt dla ObfitosciNie twierdzę, że wszyscy, którzy praktykują wpatrywanie się w zwierciadło, zawsze byli w pełni uczciwi i mieli wyłącznie dobre intencje. W tej dziedzinie wystąpiło tyle samo oszustw, co i w każdej innej – od medycyny po hydraulikę.

Czy mamy jednak odrzucać coś pożytecznego tylko z tego powodu, że nieliczni wykorzystują to w sposób nieuczciwy albo że nie jest zgodne z poglądami większości? Nie sądzę. Historia pokazuje zarówno zalety wpatrywania się w zwierciadło, jak i jego wady. Dowiodła także woli niektórych do walki w obronie tego, w co wierzą.

Przychodzi mi tu na myśl nieugięty i ze stoickim spokojem znoszący swój los John Dee. Stawił czoło obywatelom Anglii, gdy sam wezwał do sądzenia go za czary. Był nawet więziony przez sześć miesięcy za “lubieżne, diabelskie praktyki magiczne”. A mimo to nadal spędzał czas wpatrując się w swoje obsydianowe zwierciadło i dzielnie spisując relacje na temat duchów, które ujrzał w jego przejrzystej głębi.

Można by się zastanawiać, dlaczego tak wielki umysł z czasów elżbietańskiej Anglii narażał w ten sposób swoją reputację. Czyż jego życie nie było wskutek tego o wiele trudniejsze? Było. Ale on poszukiwał wiedzy absolutnej i chciał wiedzieć jak najwięcej o sobie samym i otaczającym go świecie. Śmieszność z pewnością znaczyła niewiele dla człowieka, który napisał w swoim dzienniku: “Mogę i muszę wyznać przede wszystkim, w imię prawdy i szczerości, że cel ostateczny, do jakiego dążę, to nie zaspokojenie ciekawości, lecz czynienie dobra”.

Źródło: Dr Raymond Moody  “Odwiedziny z zaświatów”



Dodano do ObserwowanychUsunięto z Obserwowanych 2
Oczyszczanie Czakr - Medytacja z Podświadomością

Medytacja z Podświadomością 2 – Oczyszczanie Czakramów

Out of Stock
19.97
Dodano do ObserwowanychUsunięto z Obserwowanych 5
Regresja Hipnotyczna - Medytacja z Piramidą

Medytacja z Piramidą (regresja hipnotyczna)


PREKOGNICJA.pl
Rejestracja Nowego Użytkownika
Shopping cart